Thursday, 14 May 2009

Domeny na Starym Mieście w Warszawie

Zainteresowanych domenami internetowymi zapraszam do otwarcia w Google Earth (trzeba mieć zainstalowane Google Earth w systemie) pliku opracowanego przez NASK, a zawierającego jako punkty orientacyjne domeny internetowe. Świat wirtualny i ten rzeczywisty w wielu miejscach się „przecinają” – tym razem chcemy pokazać na mapie Warszawy te miejsca, gdzie znajduja się firmy, które mają zarejestrowane swoje domeny internetowe.



Pod niektórymi adresami kryje się po kilka domen, wtedy należy kliknąć ikonkę „i”, aby otworzyć cały zestaw domen .PL zarejestrowanych pod danym adresem. Do zestawienia zostały wybrane tylko domeny firm, a domena musiała być zarejestrowana minimum trzy lata temu i być aktywna do dzisiaj.



Przechadzając się teraz po Starym Mieście w Warszawie, można spojrzeć w Google Earth i zobaczyć, w których miejscach kryją się domeny .PL. Wiele z tych domen bezpośrednio kojarzy się nam z miejscami, które znamy ze Starego Miasta – „Cafe-Zamek”, „Pub Królewski”, „Warsaw Tour”, „Gospoda Pod Kogutem” itd. Wbrew pozorom Stare Miasto nie kryje zbyt wielu domen, znacznie więcej można znaleźć w biurowcach czy na... osiedlach mieszkaniowych.

Wednesday, 13 May 2009

Kto będzie zwycięzcą: wyszukiwarka Google czy domena internetowa?

Należy się mocno zastanowić, czy przyszłość adresacji w Internecie należy do stałych adresów (domeny internetowe) czy może do wyników wyszukiwania. A może obie formy będą równie popularne w przyszłości?

Większość osób czytających Webhosting.pl zapewne zdaje sobie sprawę z istnienia rynku wtórnego domen internetowych, czyli sprzedaży atrakcyjnych adresów internetowych osobom, które planują pod takimi adresami umieścić serwis, bądź stronę swojej firmy. Nazwy domenowe na rynku wtórnym osiągaja czasami kwoty kilkunastu bądź nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, ewentualnie takie same wartości, tylko w euro w innych krajach.

Czasami dochodzi do sprzedaży bardzo atrakcyjnych domen, czasami widzimy próby pozbycia się zupełnie nieciekawych adresów i próby znalezienia „jelenia”, który skusi się ładnym opisem takiej domeny. W tym wypadku branża domenowa niczym nie różni się od innych branż, np. nieruchomości, do których zresztą bardzo często jest przyrównywana.

Istnieje jednak duża różnica pomiędzy domenami i nieruchomościami. Chodzi o nowe, konkurencyjne rozwiązania, które tak jak w przypadku nieruchomości nie mają większego znaczenia (bo przecież nagle ludzie nie zaczną przenosić się do namiotów lub jaskiń), to w przypadku domen maja zasadnicze znaczenie. Tą alternatywą jest wyszukiwanie.

Jak mogliśmy się niedawno przekonać na konferencji Secondary Market 2009 w Warszawie, udział Google w znajdowaniu informacji to prawie 60% rynku (a wraz z innymi wyszukiwarkami to ok. 65%), a direct navigation to niecałe 30% rynku. I pozostaje pytanie, jak te relacje będą kształtowały się w przyszłości?

I tak jak w przypadku domen internetowych, tzw. direct navigation, nic szczególnego nie da się już zrobić dla ich uatrakcyjnienia, tak w przypadku wyszukiwarek tych możliwości nadal jest bardzo dużo.

Od wczoraj możemy (na razie w google.com lub google.co.uk; o google.pl to proszę zapomnieć) zapoznać się z nowym mechanizmem poprawiającym nasz komfort wyszukiwania. I tak dostajemy listę opcji pozwalających sensownie zawęzić wyniki. Po co nam w dzisiejszych czasach np. informacje sprzed roku o nowych technologiach albo informacje sprzed miesiąca o świńskiej grypie?

Stąd też takie opcje jak: Recent results, Past 24 hours, Past week, Past year czy też Timeline pokazująca wyniki wyszukiwania na skali czasowej (chociaż tutaj pojawia się dużo błędów w wynikach). Jest też opcja Images, pojkazująca obrazy z wyszukanych stron oraz Wonder Wheel sortująca (z moich obserwacji wynika, że raczej losująca...) wyniki wyszukiwania i pokazująca ścieżkę pomiędzy kolejnymi wyszukaniami. To nie jedyne zmiany w Google, więcej można przeczytac na The Register czy na blogu Google bądź... wyszukac w Google i zawęzić wyniki do ostatnich 24 godzin.

Warto więc zastanowić się, w jakim kierunku będzie ewoluowała nawigacja w Internecie. Ja osobiście stawiam na dalszy, szybki rozwój mechanizmów wyszukiwania kosztem (niestety) atrakcyjności domen.

Monday, 4 May 2009

Hybrid Warfare: Przygotowania do cyberwojny

Piękna pogoda za oknem skłania do odejścia od naszych lokalnych problemów i przyglądnięcia się temu, co spędza sen z powiek innym.

Cały czas obserwujemy w mediach informacje o wykradaniu informacji z komputerów rządowych. Głównie sprawa dotyczy USA – inni prawdopodobnie nawet nie wiedzą, że ich komputery zostały zaatakowane. Czytamy również o ginących dyskach z poufnymi danymi (to głównie w Wielkiej Brytanii) oraz atakach botnetów.
Czasem też do mediów przedostają się informacje o użyciu Internetu jako elementu wojny: atak na infrastrukturę Estonii i Gruzji przez „nieznanych sprawców” czy „niepotwierdzone” ataki na komputery Al-Kaidy w Iraku i rządowe w Iranie przez Amerykanów. Codziennie wykrywanych jest tysiące prób włamań do sieci rządowych, stąd konkretne działania administracji nowego prezydenta wydają się zupełnie uzasadnione i potrzebne.

Pytanie tylko, jakie znaczenie nabiera „cybersecurity” państwa. Cybersecurity (bardzo nie lubię polskiego odpowiednika: „cyberbezpieczeństwo”) można traktować z jednej strony jako obronę przed atakami na infrastrukturę państwa, ale można też interpretować jako gotowość do przeprowadzenia cyberataku na inne państwo.

Administracja prezydenta Obamy przygotowuje się do cyberwojny, m.in. rozszerzając zatwierdzony w 2008 roku przez kongres amerykański plan wydatków 17 miliardów (sic!) dolarów w ciagu 5 lat na bezpieczeństwo informatyczne. W ramach tych działań znalazło się utworzenie stanowiska zajmującego się koordynowaniem akcji w zakresie cyberbezpieczeństwa w administracji USA. Obecnie pani dyrektor Melissa Hathaway ma za zadanie dokonać ewidencji i przeglądu kwestii związanych z „cyberzagrożeniami”.

Zdaniem niektórych ekspertów akcja ta sprowadzi się do ustalenia, która z agencji rządowych będzie miała największe kompetencje w zarządzaniu tą sferą bezpieczeństwa narodowego. Jak możemy się zorientować, w USA podobnie jak i w innych krajach, następuje walka pomiędzy agendami rzadowymi, w zakresie tego kto i za co odpowiada, i kto jest najważniejszy. Mam tylko nadzieję, że nie skończy się to jak sprawa z DNSSEC w domenie .gov.:

Al Kaida - bojownicy DNSSEC - blog
Domena .GOV zniknęła z Internetu na kilka godzin - blog

Wracając do „cybersecurity” i „cyberwar”: Stany Zjednoczone są bardzo uzależnione od komunikacji elektronicznej i automatyzacji poprzez wykorzystanie sieci (publicznych i prywatnych). Ewentualne włamanie do sieci może mieć tragiczne skutki. I tak potencjalnie najbardziej narażone na atak są sieci przesyłu energii elektrycznej i same elektrownie.

Atak na systemy kontroli ruchu lotniczego, systemy telekomunikacyjne czy sieci mobilne może nie tylko spowodować konkretne straty materialne, ale także doprowadzić do chaosu, który nadwyręży stabilność kraju. Potencjalny atak na duży bank spowoduje nie tylko straty tego konkretnego banku i jego klientów, ale przede wszystkim zniszczy (pozostałe jeszcze) zaufanie do całego systemu bankowego.

Pojawia się pytanie, w jaki sposób zabezpieczyć się przed ewentualnym atakiem? Czy tylko budować coraz bardziej wymyślne zabezpieczenia, czy też rozważyć możliwość „ataku wyprzedzającego” i niszczyć ewentualne źródła zagrożenia, oczywiście niszcząc je „cyfrowo”?

Pentagon i NSA stworzyły nawet specjalne określenie na taki rodzaj wyprzedzającego ataku lub ataku obejmującego różne, w tym niemilitarne formy: „hybrid warfare”. Taki „hybrid warfare” mógłby być atakiem ostrzegawczym lub atakiem poprzedzającym główny atak na dany kraj. Oczywiście to drugie jest podejściem czysto hipotetycznym – jak można zauważyć, USA nie prowadzą wojny z krajami zaawansowanymi, tylko z krajami o niskim poziomie technologii (Irak, Afganistan, Panama itd). W swoich ramach przygotowań do cyberwojny, amerykanie tworzą też coś, co mozna nazwać kopią Internetu, czyli poligonem („Cyber Range”), na którym można przeprowadzać symulowane ataki na sieci przeciwnika, tudzież odpierać symulowane ataki na swoją sieć.

Jako lekturę dodatkową polecam artykuły, których listę zamieściłem poniżej. Można też wpisać w Google np. „hybrid warfare” lub „cyberwar”, aby znaleźć opisy możliwych scenariuszy wojen XXI wieku. Co najciekawsze, bardzo dużo wypowiedzi polityków i materiałów informacyjnych w zakresie ewentualnej cyberwojny pojawiło się stosunkowo niedawno – w 2008 i 2009 roku. Oznacza to, że problem zaczyna być dostrzegalny na poziomie politycznym.

Warto też, czytając o cyberwojnach, zastanowić się, czy firma w której pracujemy lub nią zarządzamy, jest przygotowana na znacznie mniejszy atak niż cyberwojna. Czy przetrwamy np. atak DDoS? Czy nasze domeny i DNS są bezpieczne itd.

Literatura:
[1] BBC
[2] NY Times
[3] NY Times (2)
[4] The Inquirer
[5] Potomac Institute